Ulica Nadbrzeżna 7 to był stary dom rybaka, zawieszony na samej krawędzi klifu.
Kowalski przyjechał o świcie. Wiatr szarpał żakiet, fale rozbijały się o skały sto metrów niżej. Dom wyglądał na opuszczony od lat – okna zabite deskami, farba odchodząca płatami.
Ale drzwi były odblokowane.
Wewnątrz pachniało terpentiną i solą morską. Na środku głównej izby stał sztalug z nowym płótnem – i tym razem twarz na portrecie była wyraźna. Twarz mężczyzny, siwego, z bliznami.
Obok leżała notatka: Zawsze wiedziałem, że tu wrócę.
Za Kowalskim skrzypnęły deski. Odwrócił się wolno.
