Obraz tła Poetica

Poetica.pl

Aby być sobą, aby tworzyć

Książki

"Druga szansa" [fragm]

mique

Monika K.
Monika K.
29 czerwca 2010·3 min czytania

"Druga szansa"
cz.II - Mimo wszystko-
[fragm]

(...)
- Popatrz, Haniu! - roześmiałam się, wskazując za okno - pada śnieg! - Dziewczynka powoli podniosła główkę i usiadła na łóżku. Jej bladą twarzyczkę rozjaśnił lekki uśmiech:
- Ładnie pada - powiedziała i opadła na poduszki. Była już słaba, bardzo słaba, ale sprawiała wrażenie tak silnej duchem...
(...)
- Wiesz, już niedługo święta Bożego Narodzenia - poprawiłam kwiatki w wazonie - Będzie Wigilia, pyszne pierogi, Pierwsza Gwiazdka i prezenty! W całym domu pachnie wtedy choinka... - rozmarzyłam się
- Ale mnie nie będzie na święta - duże oczy Haneczki wyrwały mnie z zamyślenia
- Nie, kochanie, pani doktor na pewno pozwoli ci spędzić te kilka dni z rodziną - położyłam dłoń na czerwonej chustce, która przykryła małą główkę i za punkt honoru wzięłam sobie rozmowę z Bogusławską - "Niech to dziecko ma normalne święta!" - myślałam wzruszona
- Pani Mileno... - odezwała się cichutko Hania - Mnie nie będzie na święta... w ogóle. Rozumie pani? - zapytała, a ja przeniosłam na nią zdumione spojrzenie. Wypowiedziane przez dziewczynkę słowa jeszcze długo brzmiały mi w uszach. Nie rozumiałam, jak można w taki sposób mówić o śmierci? Święta Bożego Narodzenia miały nadejść na dwa tygodnie, a ona była przygotowana na to, że ich nie doczeka...

ROZDZIAŁ XX
"Nad zachmurzonym niebem"

Poprzedniego dnia i nody spadło sporo śniegu więc dzieci z okolicznych bloków lepiły już bałwana na placu zabaw. Tego dnia znów poszłam do Hani. Tym razem kupiłam jej ulubione waniliowe krówki.
- Och, pani Milenko! - ucieszyła się, siadając na łóżku - Jak miło, że pani pamiętała!
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się, choć miałam ochotę się rozpłakać - Wszystkie są dla ciebie - dodałam
- A czy ja mogę... - podniosła wzrok znad łakoci - Czy ja mogę poczęstować nimi inne dzieci? - zapytała
- Oczywiście, kochanie - odparłam ze ściśniętym gardłem. Odbarowała każde dziecko na onkologii i gdy wróciłyśmy do sali przerzucała w dłoniach cztery ostatnie cukierki.
- A z tymi co zrobisz? - zapytałam
- Nie wiem - wzruszyła ramionami - Rozum mi mówi, żeby zjeść je teraz, wszystkie, póki mogę... a serce mi podpowiada, żeby je schować do szuflady i zjadać jedną każdego dnia. Wie pani, co dla mnie znaczą cztery dni? - spytała
- Wiem, Haneczko... - wyjąkałam drżącym głosem, choć tak naprawdę nie miałam o tym pojęcia
- Teraz to dla mnie cztery dni nadziei... Mogę z panią rozmawiać, trzymać mamę za rękę, żartować z tatą, pochwalić rysunki brata... To 4 dni życia, pani Milenko...
(...)
Następnego dnia, gdy wchodziłam do szpitala, ktoś mnie zawołał:
- Pani Milenko! - usłyszałam. Głos dobiegał z góry. Pozdniosłam wzrok i...
- Haniu! - zawołałam zdumiona. W jednym z okien na drugim piętrze zobaczyłam znajomą twarz

 

Monika K.

Napisane przez

Monika K.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.