Stał w progu – siwowłosy, szczupły mężczyzna z długą blizną biegnącą od skroni do żuchwy. Dokładnie taki, jak na portrecie.
– Inspektor Kowalski – powiedział spokojnie, jakby się spodziewał wizyty. – Długo szedłeś tym tropem.
Mężczyzna miał na imię Roman Lewy. Ojciec Anny, o którym myślano, że nie żyje od piętnastu lat.
– Gdzie jest Anna? – zapytał Kowalski.
– Bezpieczna. Chciałem się z nią zobaczyć, zanim... – urwał, patrząc na morze. – Zanim skończy się mój czas.
W jego dłoni był telefon. Na ekranie twarz dziewczyny – uśmiechnięta, żywa, rozmawiająca przez wideo.
Kowalski odetchnął. Sprawa zamknięta. Ale historia dopiero się zaczynała.
