Stara biblioteka przy placu Wolności kryła w sobie więcej sekretów niż książek.
Kowalski wszedł przez ciężkie dębowe drzwi. Bibliotekarze szeptali coś o zaginionej kolekcji manuskryptów – bezcennych listach z XVI wieku, które zniknęły tydzień temu.
Na pulpicie bibliotekarza leżała kartka z jednym słowem: Labirynt.
Inspektor ruszył w głąb regałów. Gdzieś za sekcją historyczną podłoga skrzypiała inaczej. Przykląkł i palcami wyczuł szczelinę – zamaskowane wejście do piwnicy.
Zszedł po kamiennych schodach. W mdłym świetle latarki zobaczył półki pełne oprawionych w skórę ksiąg. I odciski butów w kurzu. Świeże.
Anna nie zniknęła. Ktoś ją tu przywiódł.
